Pamiętnik Rue~~
A teraz opowiem jak poznałyśmy Billa. Chodziłyśmy sobie z
Kat po uliczce sklepowej i patrzyłyśmy się na wystawy. Zatrzymałyśmy się na
dłużej przy wystawie sklepu z zabawkami. Usłyszałyśmy za nami krzyki i śmiechy.
Odwróciłam się żeby sprawdzić co tam się dzieje. To grupka łobuzów z naszej
szkoły! Ale komu tak dokuczają? Stuknęłam w ramię Kat i podeszłyśmy bliżej i
zobaczyłyśmy że w środku stoi chłopak z naszej klasy. W tym roku przepisał się
do niej bo w tamtej mu dokuczano. Ma brązowe włosy ostrzyżone na jeża, jest
wysoki i dobrze zbudowany. Słyszałam że bardzo lubi jabłka i ma z tatą własny
sad. Jego ojciec jest burmistrzem naszego dystryktu. I chyba Bill nie ma matki.
Słyszę:
-Hej drągal!
-Ej jeżyk masz już jabłuszko??
- Hahaha!
-Gdzie mamusia? Odleciała? – Wchodzę do środka kółka
zasłaniam Billa i mówię :
-Chłopaki! Co to? Dokuczacie mu? Na pewno sami nie jesteście
lepsi! - Zwracam się do tego który krzyczał „Hej drągal!” - A ty? Pewnie mu
zazdrościsz bo sam jesteś mały jak palec! A ty? – ten co mówił cos o jeżyku i
jabłku – Też chcesz taką fryzurę? To idź do fryzjera! A może chcesz jabłko?
Zasadź jabłoń! A ty to już jesteś bezczelny – ten co mówił o matce Billa –
Twoja mama żyje? Tak? To zaraz do niej pójdę! – wszyscy zawstydzeni odsuwają
się powoli – No! Idźcie stąd! I to już! – Patrzę na Billa – Wszystko dobrze?
-Można tak powiedzieć.
-Chyba cię nie pobili?
-Trochę pokopali ale nic więcej. Dzięki.
-Nie ma sprawy. Widzę że Kat ich pogoniła. A propo’s mam na
imię Rue. A to Kat.
-Ja mam na imię Bill.
-Miło cię poznać Billy. Może chcesz z nami pooglądać wystawy
?
-Chętnie – wstaje – może coś chcecie? – Pokazuje nam sklep
ze słodyczami.
-No coś ty! Za twoje pieniądze? Nigdy. A w ogóle skąd
weźmiesz choć jednego kapitola?
-Mój tata jest burmistrzem i co tydzień dostaje 300 kapitolinów.
-Nie, nic nie chcę.
-Nalegam.
-No dobrze. Ale coś taniego.
-Ok. A ty Kat? – I dalszej części nie będę pisać bo były tam bardzo
długie negocjacje.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz